top of page

Jak wspierać psa, kiedy świat go przerasta




Nie wszystkie psy wchodzą w życie z poczuciem bezpieczeństwa. Niektóre mają za sobą trudne doświadczenia, inne nie mają jeszcze zbyt wielu. Ale prawie każdy pies w pewnym momencie mierzy się z czymś, co go przerasta – i wtedy kluczowe staje się to, jak reaguje opiekun.


Bo pies nie uczy się tylko z własnych doświadczeń. Uczy się też z naszych reakcji – emocji, ciała, napięcia albo jego braku. To, jak patrzysz na świat, jak radzisz sobie z problemami, jak podchodzisz do trudnych sytuacji, mówi psu więcej niż jakakolwiek komenda. Opiekun jest jednym z głównych źródeł informacji dla psa, a najwięcej psu mówią jego emocje.




Unikanie nie rozwiązuje – tylko spycha napięcie pod dywan


Wielu opiekunów próbuje radzić sobie z problemami psa przez unikanie. I nie tylko z problemami psa - jako ludzi generalnie mamy tendencję do unikania problemów. Zaciskamy zęby, spinamy ciało, trzymamy emocje pod kontrolą – aż do bólu brzucha, wrzodów i chronicznego stresu. Bo odpuszczenie napięcia oznaczałoby przyznanie, że problem jest. A to by oznaczało, że trzeba się z nim zmierzyć.

Odciąganie uwagi smaczkami, zasłanianie widoku, szybkie wycofywanie się z sytuacji. To standardowe próby „rozwiązania” problemu – czyli nauczenia psa, że ma nie zauważać rzeczy, które go stresują. Tak jak sam opiekun próbuje nie zauważać własnego napięcia.


Ale psy są kiepskie w udawaniu. One nie tłumią emocji – przeżywają je natychmiast i na serio. Jeśli widzą innego psa, który je stresuje, nie pomogą im zaklęcia, że „nic się nie dzieje”. One to czują. I jeśli nie dostają wsparcia, to próbują radzić sobie same – czyli reagują impulsywnie, emocjonalnie, często nadmiarowo.




Ludzie chowają emocje. Psy je niosą.


Mamy jako ludzie tendencję do spychania problemów, przeczekiwania ich, racjonalizowania. „Jeszcze chwila i się przyzwyczai.” „Czemu nie może udawać, że nie widzi tego psa?” – to narracje, które często słyszymy. Tylko że psy tego nie rozumieją. One żyją tu i teraz. Reagują od razu. Próbują samodzielnie sobie z tym radzić. Z różnym skutkiem.



Wsparcie to obecność, a nie kontrola


Nie chodzi o to, żeby psa „naprawić” albo rozpraszać, kiedy się boi. Chodzi o to, żeby być z nim. Naprawdę. Pracować ciałem, nie tylko słowami. Dawać mu sygnał: „Jestem spokojny. Jestem przy Tobie. To, co widzisz, nie musi być zagrożeniem.”


To nie znaczy, że masz psa wrzucać w każdą trudną sytuację. Ale jeśli już w niej jesteście – nie udawaj, że jej nie ma. Nie uciekaj od niej ani fizycznie, ani emocjonalnie. Pies potrzebuje Twojej obecności, nie teatralnego „nic się nie dzieje”.



Sojusznik, nie widz


W trudnej sytuacji możesz być dla psa kimś, kto go reguluje – albo kimś, kto dokłada mu napięcia blokując go na smyczy lub krzycząc. Możesz być źródłem bezpieczeństwa albo kolejnym bodźcem do ogarnięcia. Wybór – i odpowiedzialność – są po Twojej stronie.



Zamiast kontrolować psa – zadbaj o siebie i otoczenie


Wielu opiekunów wkłada mnóstwo energii w to, żeby kontrolować psa. Komendy, korekty, odciąganie, „opanowywanie sytuacji”. A tymczasem chodzi o coś innego – o kontrolę nad otoczeniem i nad własnym stanem.


Jeśli Ty czujesz się komfortowo w danym miejscu, jeśli masz przestrzeń, czas, jasność, co robisz – pies to widzi. I ma szansę też poczuć się bezpieczniej. Ale jeśli jesteś napięty, zły, spięty emocjonalnie i próbujesz psa „trzymać w ryzach” – to żadna z waszych dwójki nie ma szansy na realne wsparcie.


Bezpieczeństwo zaczyna się od Ciebie. Jeśli sam jesteś spokojny, obecny i ugruntowany – pies ma się od kogo tego uczyć. A wtedy naprawdę może być lepiej. Dla was obojga.

 
 
 

Komentarze


bottom of page